Skończył się kolejny rok i oczywiście trzeba zrobić inwentaryzację. Niestety nie mogę powiedzieć,że to lubię, wręcz przeciwnie- nienawidzę. Na pierwszy ogień pójdą narzędzia warsztatowe, bo najgorsze najlepiej zrobić na początku i mieć to “z głowy”.Ileż tam jest tych drobiazgów a najgorsze jest poczucie niepewności jakie mi wtedy towarzyszy. Biorę coś do ręki i nie mam pojęcia co to jest, pytam bezustannie o wszystko. Podobnie dzieje się gdy mam spisywać narzędzia warsztatowe. Piszę cały czas o sobie a przecież sama nie jestem w komisji inwentaryzacyjnej. Na szczęście mam towarzystwo przy tym nudnym zajęciu. Byliśmy bardzo z siebie zadowoleni że rozpoznaliśmy podnośniki. Tak naprawdę to kolega Marian rozpoznał. Z radości uznaliśmy że zasługujemy na małą przerwę a podczas przerwy na małą przekąskę. Co by tu zjeść? Może pierogi z tej nowej knajpki? Koleżanka nie była zachwycona tym pomysłem i zaproponowała naleśniki, tymczasem kolega zaproponował po prostu kotleta. Narada była naprawdę burzliwa. To niewiarygodne ile emocji budzi jedzenie. Po kilkunastominutowej dyskusji ( burzliwej)poszliśmy do kawiarni na pyszne ciacho.
